To był kłusownik, ale nie udało się go ustalić. Prokurator umorzył śledztwa w sprawie zabicia łani w okresie ochronnym - pod Pleszewem dwa lata temu.
Zrobiła to osoba, która miała nielegalną broń myśliwską.
Udało się w ciele zwierzęcia ujawnić pocisk, a obecny na miejscu lekarz stwierdził, że do zgonu zwierzęcia doszło w okresie około tygodnia przed znalezieniem truchła. Wchodząc w te meandry kryminalistyczne, należy podkreślić, że w toku tych zleconych przez prokuratora opinii udało się złożyć pocisk, który ulega deformacji w wyniku uderzenia. A jednocześnie w Polsce funkcjonuje coś takiego jak Krajowy Zbiór Łusek i Pocisków, czyli każda zarejestrowana broń posiada indywidualne cechy pozwalające na jej identyfikację. Coś jak odciski palców w przypadku ludzi. Z oczywistych przyczyn dokonano tutaj weryfikacji, jaki to był pocisk i jaki kaliber. Zabezpieczono u okolicznych myśliwych broń danego kalibru, która następnie została przekazana do Warszawy, do Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego, w ramach którego wykonano kontrolowane odstrzały. Te czynności dowodowe wykluczyły, aby do zabicia tego zwierzęcia doszło w wyniku broni użytkowanej przez któregokolwiek z tych okolicznych myśliwych.Również nie ustalono, aby ta konkretna jednostka broni o tego typu cechach była zarejestrowana gdziekolwiek. Także mówimy tutaj o osobie, która tą broń posiadała nielegalnie i nielegalnie kłusowała na tę zwierzynę. To udało się ustalić.
Mówi nam rzecznik Prokuratury Okręgowej w Ostrowie - Maciej Meler.
Po zdarzeniu jedno z kół łowieckich wyznaczyło nawet nagrodę pieniężną za wskazanie sprawcy. Ale i to nie pomogło w ustaleniu sprawcy.
Za uśmiercenie zwierzęcia z naruszeniem przepisów prawa grozi kara do 3 lat więzienia.
Polecany artykuł: